Wczoraj odbył się Marsz Niepodległości, którego komitet poparcia to wiele znanych, ciekawych i cenionych postaci (np. Cejrowski, Ziemkiewicz, Pośpieszalski [ten z warto rozmawiać] czy Korwin-Mikke). Cała lista popierających marsz znajduje się tutaj: http://marszniepodleglosci.pl/komitet-poparcia/. W zamiarze miała to być manifestacja patriotyczna, antyrządowa (albo antysystemowa) – inicjatywa łącząca różne środowiska prawicowe. Jednak wyszło to chyba nie tak, jak miało wyjść a telewizja oczywiście pokazała to, co chciała pokazać.
Zacznijmy od tego, że na marsz przyjechało naprawdę sporo grup kibicowskich z całego kraju. Zbytnie ich zagęszczenie się w jednym miejscu miało głupie skutki. Np. gdy na balkon mieszkania wyszła sobie dziewczyna to ci jak jeden głos zaczęli krzyczeć „ssijjj pałeeee ssijjj” – ten wyraz tego wielkiego intelektu zdecydowanie nie podobał się drugiej stronie uczestników marszu. A po drugiej stronie była przecież zdecydowana większość ludzi na poziomie, którzy przyszli tam z rodzinami, czy małymi dziećmi. Należy pamiętać też, że ta grupa kibiców, która zaatakowała policje stanowiła jedynie mały procent wszystkich uczestników. Gdy już marsz został „wypchnięty” z placu Konstytucji, połączył się z marszem wychodzącym z kościoła to ruszył w długą podróż pod pomnik Dmowskiego.
Oczywiście trasa przemarszu miała iść inną drogą, ale nieliczne ugrupowanie jak to oni się nazywają „koalicji antyfaszystowskiej” do tego nie dopuściły, mimo iż jedna strona ulicy miała być dla naszego przejścia. Antydemonstracja lewicowa miała ponoć zgodę tylko na godzinę blokady a stali tam cały dzień i przez policje byli chronieni do późnych godzin nocnych.
Grupy kibicowskie naprawdę bardzo chciały dobrać się do skróty tym lewakom z antify niemieckiej, ale czy były jakieś konkretne starcia – tego nie widziałem. Ja ewakuowałem się na chwilę przed podpaleniem TVN-owskiego samochodu. Potem już wszystkich rozgoniła policja.
Jeśli chodzi o organizację marszu, to uważam, że była dość słaba – brakowało dość mocnych sił porządkowych z liczbie przynajmniej pięciuset osób, choć nie wiem czy i wtedy udałoby się powstrzymać chore zapędy grup kibicowskich i czy nie doszłoby do „wojny domowej na marszu”.
Nie jest jednak łatwo panować nad grupą tylu tysięcy ludzi - a w moim mniemaniu z 25tysięcy osób to było na pewno.
Na stronie TVN24 - http://www.tvn24.pl/0,1724009,0,1,210-zatrzymanych-prawie-polowa-to-obcokrajowcy,wiadomosc.html - można przeczytać, że z zatrzymanych 210 prawie połowa to obywatele niemieccy. A przecież niemieccy obywatele byli uczestnikami właśnie tego lewicowo-gejowskiego marszu! Jednak w tej chwili wszystkich chuliganów wrzuca się do jednego worka, i pokazuje tylko tych z marszu niepodległości.
sobota, 12 listopada 2011
wtorek, 20 września 2011
Unia Europejska upada...
To o czym Korwin-Mikke mówił od samego początku już niedługo się ziści. Niedługo, czyli za jakieś dwa, może trzy lata. Grecja upada. Pad 200 miliardów euro poszło w pizdu. Euro aktualnie jest drogie, gdyż w Polsce i w innych krajach młodych krajach strefy euro odbywają się potężne prywatyzacje. Celowa spekulacja nie potrwa już zbyt długo, gdyż w ciągu najbliższych dni Grecja ogłosi upadłość. Partia Kanclerzowej Niemiec przegrała z kretesem ostatnie wybory samorządowe, co znaczy, że niedługo i u naszych zachodnich sąsiadów zmieni się władza, i to na gorszą, bo bardziej socjalistyczną. Co my w tym wszystkim możemy? Nic.
Jedyne czego się obawiam, to samobójczego odbicia jeszcze bardziej w lewo. Złe czasy sprzyjają radykalizacji. Jednak ta radykalizacja pójdzie w lewym kierunku, gdyż już mówi się o tym, że kryzys spowodowany jest przez kapitalistów. Czeka nas era nowego komunizmu. Dużo gorszego od tego, który mamy w tej chwili. Jeśli ktoś dalej wierzy w unię europejską – ten kretyn.
Życzę Wam powodzenia w nadchodzących, ciężkich czasach.
Jedyne czego się obawiam, to samobójczego odbicia jeszcze bardziej w lewo. Złe czasy sprzyjają radykalizacji. Jednak ta radykalizacja pójdzie w lewym kierunku, gdyż już mówi się o tym, że kryzys spowodowany jest przez kapitalistów. Czeka nas era nowego komunizmu. Dużo gorszego od tego, który mamy w tej chwili. Jeśli ktoś dalej wierzy w unię europejską – ten kretyn.
Życzę Wam powodzenia w nadchodzących, ciężkich czasach.
środa, 14 września 2011
Szkło kontaktowe
Szkło kontaktowe, słynne szkiełko - to program coś na wzór satyrycznego przeglądu dnia. Jednak postawy reprezentowane przez prowadzących je dziennikarzy, są moim zdaniem zupełnie nie obiektywne. Pal cie licho, żeby tam obiektywne... Oni są po prostu złośliwi. Mają grupę tych, których popierają, oraz grupę tych, z których szydzą. Ostatnio coraz częściej otrzymują telefony krytykujące. Stąd umieszczam kilka różnych ciekawszych... A pierwszy jest naprawdę śmieszny... ;]
A tutaj cała wypowiedz pana Andrzeja z Lublina który ukradł jabłko...
A tutaj cała wypowiedz pana Andrzeja z Lublina który ukradł jabłko...
piątek, 9 września 2011
banda czworga
Hej...
Banda czworga to ludzie rządzący praktycznie nie przerwanie od ponad 20 lat w Polsce. Całe to gówno jest przez nich. Dlatego zapraszam do obejrzenia klipu/filmiku który mam na górze bloga (nad tym wpisem).
A co do wpisów, to znów wróciłem do pisania. Dd jakiegoś czasu czuję taką potrzebę.
Zapraszam do częstszego odwiedzania strony.
Niebawem znów powinny pojawiać się rzeczowe wpisy.
Banda czworga to ludzie rządzący praktycznie nie przerwanie od ponad 20 lat w Polsce. Całe to gówno jest przez nich. Dlatego zapraszam do obejrzenia klipu/filmiku który mam na górze bloga (nad tym wpisem).
A co do wpisów, to znów wróciłem do pisania. Dd jakiegoś czasu czuję taką potrzebę.
Zapraszam do częstszego odwiedzania strony.
Niebawem znów powinny pojawiać się rzeczowe wpisy.
niedziela, 15 maja 2011
„Gdzie znika zainteresowanie, tam znika i pamięć.”
Zaczynam wpis cytatem Johanna Wolfganga Goethe, gdyż do tego, o czym chce napisać wydaje mi się najodpowiedniejszy. (Lepszego, pod pozycją Pamięć i Wdzięczność w mojej książce z aforyzmami nie znalazłem). W czasach gdy pamięć historyczna manifestowana jest zbyt często głupimi sloganami, o prawdziwą pamięć o ludziach walczy bardzo niewielu. Bo w naszej narodowej mentalności jest pamiętać o paru krzywdach, których doznaliśmy, i mieć żal do całego świata... Wymagać od gazet, rządu, organizacja czegoś, co możemy robić sami. A zamiast „możemy” powinno stać „POWINNIŚMY”.
Dlaczego w ogóle o tym piszę? Jakiś czas temu, mój dobry kolega z akademika, (Joachim Czalej, [jest na zdjęciu z Zakopanego]) wracał do domu na pewną uroczystość, która miała upamiętnić jego stryja. Tenże stryj został zamordowany w Katyniu. Pod spodem link z relacji medialnej:
To jest właśnie przykład prawdziwego patriotyzmu, którego tak nie wiele dzisiaj się dostrzega. Można zwalać winę na wiele lat rządów komunistycznych, które wszelkie wartości „wyplewiały”. Można zwalać winę na Rosjan i Niemców, za wymordowanie elit, które zajmowały się zawsze wpajaniem do głów prostym ludziom, że pamięć trzeba czcić. A wina jest tylko po naszej stronie.
A teraz zadaj sobie pytanie, co Ty wiesz o swoich pradziadkach, albo prapradziadkach?
Czy znasz ich historię? Czy wiesz, z czym się borykali, albo też czym trudnili? Często ciężko odnaleźć jakieś dane genealogiczne . Sam się o tym przekonałem. Jednak trzeba to robić.
Szlachta, tym się różniła od pospólstwa, że dbała o pamięć przodków. A szlachetność, moim zdaniem, nie jest czymś nadanym z urodzenia, lecz zdobywanym za życia.
Dlaczego w ogóle o tym piszę? Jakiś czas temu, mój dobry kolega z akademika, (Joachim Czalej, [jest na zdjęciu z Zakopanego]) wracał do domu na pewną uroczystość, która miała upamiętnić jego stryja. Tenże stryj został zamordowany w Katyniu. Pod spodem link z relacji medialnej:
To jest właśnie przykład prawdziwego patriotyzmu, którego tak nie wiele dzisiaj się dostrzega. Można zwalać winę na wiele lat rządów komunistycznych, które wszelkie wartości „wyplewiały”. Można zwalać winę na Rosjan i Niemców, za wymordowanie elit, które zajmowały się zawsze wpajaniem do głów prostym ludziom, że pamięć trzeba czcić. A wina jest tylko po naszej stronie.
A teraz zadaj sobie pytanie, co Ty wiesz o swoich pradziadkach, albo prapradziadkach?
Czy znasz ich historię? Czy wiesz, z czym się borykali, albo też czym trudnili? Często ciężko odnaleźć jakieś dane genealogiczne . Sam się o tym przekonałem. Jednak trzeba to robić.
Szlachta, tym się różniła od pospólstwa, że dbała o pamięć przodków. A szlachetność, moim zdaniem, nie jest czymś nadanym z urodzenia, lecz zdobywanym za życia.
Etykiety:
Czalej,
Joachim,
katyń,
pamięć,
przodkowie
czwartek, 7 kwietnia 2011
Zakopane zakopane...
Witam wszystkich czytelników. Dawno nie dodawałem żadnego wpisu.
Cóż by tu pisać. Wczoraj byłem na wykładzie Tomasza Sommera pt. „Czy Polska może zbankrutować?” Ku uciesze wszystkich Polaków: nasz kraj nie zbankrutuje, a deficyt można bardzo łatwo zlikwidować. Jednak dziś się już tego deficytu zlikwidować nie da. Według mnie Pan Tomasz nie potrzebnie mówił o możliwościach pozbycia się deficytu, skoro potem powiedział, że zrobić się tego nie da... Ale mniejsza o to...
W ostatni weekend byłem z kolegami z Zakopanem. Wspólnie postanowiliśmy wyrwać się ze studenckiej bezpłodnej nudy i zrobić coś konkretnego. I wyszło bardzo fajnie.
Początek kwietnia to chyba pora, kiedy w polskiej stolicy gór jest najmniej ludzi. Narty się już skończyły (albo właśnie kończą) a większość szlaków jest zaśnieżona i oblodzona, o czym mieliśmy okazje sami się przekonać.

Pierwszego dnia po „zdobyciu” Gubałówki (1126m. n.p.m.) (dobrze, że są kolejki) wypiliśmy w Mecie (restauracja w komunistycznym stylu) po herbatce z prądem (z wyjątkiem Julka, który złożył abstynencką przysięgę [na okres studiów] zwaną krucjatą) i zjedliśmy strogonow (Joachim zaś, jadł pierwszy raz tatara). Na drugi dzień z samego rana (o 6.00 SIC!) wstaliśmy i pojechaliśmy busem na Kuźnice, (miejsce z którego wychodzą szlaki). Busy jeżdżą tam co chwile, i taki przejazd kosztuje jedynie 3zł. O godzinie 7 wyruszyliśmy na szlak. Przejście z Kaltówki na Dolinę Kondratową było pełne śniegu i niebezpiecznych oblodzeń. Nikt z nas nie miał raków więc często musieliśmy iść śniegiem schodząc z oblodzonej ścieżki. Z Doliny Kondratowej, idąc dalej szlakiem na Giewont (1895m. n.p.m.) było jeszcze trochę oblodzeń ale już nie takich jak wcześniej. Pogoda nam dopisała, bo świeciło słońce i było naprawdę ciepło. O godzinie 12.00 weszliśmy na szczyt. Można było wejść szybciej, ale nie ma to jak studenckie mozolenie.
Na szczycie obowiązkowo kilka zdjęć, parę śmiesznych filmików. Schodziliśmy w dolinę Strążyską, żeby zobaczyć serię nowych wspaniałych widoków. Trasa powrotna była dużo przyjemniejsza i chyba nawet piękniejsza. Wychodząc ze szlaku wchodzi się na ulicę Strążyską, z której do naszej kwatery było tylko 10minut drogi. A i kwaterę mieliśmy fajną, bo pokój z łazienką, balkonem z widokiem na Giewont, pościelą i własną łazienką za jedyne 20zł doba (po znajomości na studenckich zniżkach). I 9 minut do Krupówek.
Drugi dzień zleciał już trochę szybciej. Trasa na morskie oko, (które to okazało się być zamarznięte) była przyjemna i pełna wygłupów. Szlak na Dolinę Pięciu Stawów zamknięty, a podejście na Czarny Staw raczej dla fachowców ze sprzętem. Śmieszna była też sytuacja targowania się z góralem który proponował nam przejazd w drodze powrotnej bryczką. Na jego 40zł od osoby odpowiedzieliśmy ofertą 5zł. Nasza stanowczość w negocjacjach spowodowała wygranie sprawy. :D Właściwie to wcale nam jakoś nie zależało, ale miło się taką bryczką przejechać i nie iść 10km. Wieczorem oczywiście jak i dzień wcześniej dobra kolacja zapita piwem, a wieczór bardziej ostro zakrapiany...
Mimo że był to już mój któryś raz w Zakopanem, to każdy taki wyjazd cieszy, tym bardziej, gdy odrywa Cię od codziennej monotonni. Jak to dobrze, że niedługo jadę znów...
P.S. Na zdjęciu od lewej: Julek, Paweł, Joachim (Jach) i ja.
Pozdrowienia.
Cóż by tu pisać. Wczoraj byłem na wykładzie Tomasza Sommera pt. „Czy Polska może zbankrutować?” Ku uciesze wszystkich Polaków: nasz kraj nie zbankrutuje, a deficyt można bardzo łatwo zlikwidować. Jednak dziś się już tego deficytu zlikwidować nie da. Według mnie Pan Tomasz nie potrzebnie mówił o możliwościach pozbycia się deficytu, skoro potem powiedział, że zrobić się tego nie da... Ale mniejsza o to...
W ostatni weekend byłem z kolegami z Zakopanem. Wspólnie postanowiliśmy wyrwać się ze studenckiej bezpłodnej nudy i zrobić coś konkretnego. I wyszło bardzo fajnie.
Początek kwietnia to chyba pora, kiedy w polskiej stolicy gór jest najmniej ludzi. Narty się już skończyły (albo właśnie kończą) a większość szlaków jest zaśnieżona i oblodzona, o czym mieliśmy okazje sami się przekonać.
Pierwszego dnia po „zdobyciu” Gubałówki (1126m. n.p.m.) (dobrze, że są kolejki) wypiliśmy w Mecie (restauracja w komunistycznym stylu) po herbatce z prądem (z wyjątkiem Julka, który złożył abstynencką przysięgę [na okres studiów] zwaną krucjatą) i zjedliśmy strogonow (Joachim zaś, jadł pierwszy raz tatara). Na drugi dzień z samego rana (o 6.00 SIC!) wstaliśmy i pojechaliśmy busem na Kuźnice, (miejsce z którego wychodzą szlaki). Busy jeżdżą tam co chwile, i taki przejazd kosztuje jedynie 3zł. O godzinie 7 wyruszyliśmy na szlak. Przejście z Kaltówki na Dolinę Kondratową było pełne śniegu i niebezpiecznych oblodzeń. Nikt z nas nie miał raków więc często musieliśmy iść śniegiem schodząc z oblodzonej ścieżki. Z Doliny Kondratowej, idąc dalej szlakiem na Giewont (1895m. n.p.m.) było jeszcze trochę oblodzeń ale już nie takich jak wcześniej. Pogoda nam dopisała, bo świeciło słońce i było naprawdę ciepło. O godzinie 12.00 weszliśmy na szczyt. Można było wejść szybciej, ale nie ma to jak studenckie mozolenie.
Na szczycie obowiązkowo kilka zdjęć, parę śmiesznych filmików. Schodziliśmy w dolinę Strążyską, żeby zobaczyć serię nowych wspaniałych widoków. Trasa powrotna była dużo przyjemniejsza i chyba nawet piękniejsza. Wychodząc ze szlaku wchodzi się na ulicę Strążyską, z której do naszej kwatery było tylko 10minut drogi. A i kwaterę mieliśmy fajną, bo pokój z łazienką, balkonem z widokiem na Giewont, pościelą i własną łazienką za jedyne 20zł doba (po znajomości na studenckich zniżkach). I 9 minut do Krupówek.
Drugi dzień zleciał już trochę szybciej. Trasa na morskie oko, (które to okazało się być zamarznięte) była przyjemna i pełna wygłupów. Szlak na Dolinę Pięciu Stawów zamknięty, a podejście na Czarny Staw raczej dla fachowców ze sprzętem. Śmieszna była też sytuacja targowania się z góralem który proponował nam przejazd w drodze powrotnej bryczką. Na jego 40zł od osoby odpowiedzieliśmy ofertą 5zł. Nasza stanowczość w negocjacjach spowodowała wygranie sprawy. :D Właściwie to wcale nam jakoś nie zależało, ale miło się taką bryczką przejechać i nie iść 10km. Wieczorem oczywiście jak i dzień wcześniej dobra kolacja zapita piwem, a wieczór bardziej ostro zakrapiany...
Mimo że był to już mój któryś raz w Zakopanem, to każdy taki wyjazd cieszy, tym bardziej, gdy odrywa Cię od codziennej monotonni. Jak to dobrze, że niedługo jadę znów...
P.S. Na zdjęciu od lewej: Julek, Paweł, Joachim (Jach) i ja.
Pozdrowienia.
Etykiety:
spontaniczny wyjazd,
zakopane
czwartek, 24 lutego 2011
afirmacja zwierząt (na bazie komentarza)
Dziś przeglądałem komentarze które zostawiają czytelnicy. Za wszystkie bardzo dziękuje, bo to miło, że ktoś chce coś powiedzieć na temat wpisu. Jednak pewien komentarz rozbawił mnie do łez. Zarazem wiem, że podobne stanowisko przedstawia spora część społeczeństwa i dlatego postanowiłem wejść w szerszą polemikę z tym poglądem...
Komentarz odnosi się do mojego wpisu na temat sensu ratowania starych zwierząt. Chodziło w nim o to, że pewna kobieta prowadziła coś na wzór schroniska dla starych koni. Jeden z koni zachorował, i mimo że był bardzo stary to właścicielka schroniska postanowiła wydać grubą kasę na operację konia, który pożyje może jeszcze dwa lata. Jednak operacja była bardzo droga, i potem nie było już pieniędzy na żywienie innych...
Ten przykład ukazuje nie tylko brak myślenia, które zapewniłoby jakąś płynność finansową, a w dodatku przedstawia problem jakim jest umiejętność podejmowania trudnych decyzji.
Ja naprawdę nie mam nic przeciwko ratowaniu starych koni, tym bardziej jeśli robi się to z prywatnych pieniędzy. Tyle że, ja o całej sprawie wiem z głównego wydania jednego z serwisów informacyjnych! Czy operacja starego konia jest już na tyle interesująca, że można to pokazywać w głównym wydaniu informacji/faktów/wiadomości?
Chcę tutaj postawić przede wszystkim jeden problem, jakim jest zbytnia afirmacja zwierząt. A przypomnę, że nawet obrońcy Zbaraża podczas historycznego oblężenia, zabili swoje konie gdyż nie mieli co jeść. Trzeba dodać, że wtedy konie były najbliższym dla człowieka zwierzęciem, które było bardzo szanowane.
Ale wracając do komentarza. Muszę go zacytować.
„Anonimowy pisze...
Jeszcze mniejszy sens ma ratowanie/utrzymywanie emerytów/rencistów i tych mniej 'produktywnych' ludzi... Zastanów się nad tym zanim napiszesz podobne bzdury. :)”
by potem dodać
„Odwoływanie się w takiej sytuacji do aspektów emocjonalnych jest oznaką braku dojrzałości. Gdyby owy aspekt pominąć (bo nie jest on aż tak ważny, wbrew pozorom), 'dziadek' okazałby się istotą o takiej samej 'ważności' jak każda inna żyjąca istota (np. wspomniany pies).
Generalnie cały wpis traktuję jako niskiego poziomu prowokację, która nosi wyraźne znamiona przerostu ego całego gatunku 'homo sapiens', który mimo czasów sprzyjających 'oświeceniu' nadal pozostaje w 'tunelu' wąskotorowego myślenia. Jeśli byliśmy na tyle 'yntelygentni' by zwierzęta udomowiać (uzależniać od siebie / wykorzystywać), ponośmy teraz konsekwencje i opiekujmy się nimi - do końca... „
Trzeba być głupcem, żeby coś takiego napisać i jeszcze większym głupcem, żeby w to uwierzyć. Weźmy np. takie zdanie „Gdyby owy aspekt pominąć (bo nie jest on aż tak ważny, wbrew pozorom), 'dziadek' okazałby się istotą o takiej samej 'ważności' jak każda inna żyjąca istota (np. wspomniany pies).” UWAGA! Wszyscy posiadacze psa oraz dziadka. Twój dziadek (według anonimowego... ;] ) jest tak samo ważny jak twój pies!!!
Gdyby Twój dziadek był z psem na spacerze, i potrąciłby ich samochód to kim interesowałby się i komu starałby się pomoc każdy przechodzeń? Aż jestem na siebie w tej chwili zły, że polemizuję z takim stanowiskiem. Inny cytat: „Jeśli byliśmy na tyle 'yntelygentni' by zwierzęta udomowiać (uzależniać od siebie / wykorzystywać), ponośmy teraz konsekwencje i opiekujmy się nimi - do końca...” Rozbijmy to. Człowiek nie udomowił wszystkich zwierząt, wszystkich psów ani wszystkich koni. Druga sprawa, że samo udomowienie pewnych gatunków spowodowało, że przetrwały. Ciekawe ile przetrwałoby w naturze koni, gdybyśmy ich nie udomowili albo krów np... Sam fakt, że udomowiliśmy zwierzęta nie znaczy, że mamy traktować je na równi z ludźmi!
Dla wierzących mogę podać argument z biblii: „Czyńcie sobie ziemię poddaną!” a dla nie wierzących wskazać coś takiego jak łańcuch pokarmowy w którym stoimy najwyżej nie z byle powodu. Trzeba szanować zwierzęta i afirmować je proporcjonalnie do ich istnienia, (stąd zabicie komara jest czym innym niż zabicie przechadzającego się psa).
I o tym należy pamiętać!
Czymś co mnie bardzo irytuje są akcje, w których to zbiera się kasę na karmę dla psów. Ponoć w Polsce jest mnóstwo niedokarmionych dzieci... Jacy my jesteśmy nie ludzcy.
Komentarz odnosi się do mojego wpisu na temat sensu ratowania starych zwierząt. Chodziło w nim o to, że pewna kobieta prowadziła coś na wzór schroniska dla starych koni. Jeden z koni zachorował, i mimo że był bardzo stary to właścicielka schroniska postanowiła wydać grubą kasę na operację konia, który pożyje może jeszcze dwa lata. Jednak operacja była bardzo droga, i potem nie było już pieniędzy na żywienie innych...
Ten przykład ukazuje nie tylko brak myślenia, które zapewniłoby jakąś płynność finansową, a w dodatku przedstawia problem jakim jest umiejętność podejmowania trudnych decyzji.
Ja naprawdę nie mam nic przeciwko ratowaniu starych koni, tym bardziej jeśli robi się to z prywatnych pieniędzy. Tyle że, ja o całej sprawie wiem z głównego wydania jednego z serwisów informacyjnych! Czy operacja starego konia jest już na tyle interesująca, że można to pokazywać w głównym wydaniu informacji/faktów/wiadomości?
Chcę tutaj postawić przede wszystkim jeden problem, jakim jest zbytnia afirmacja zwierząt. A przypomnę, że nawet obrońcy Zbaraża podczas historycznego oblężenia, zabili swoje konie gdyż nie mieli co jeść. Trzeba dodać, że wtedy konie były najbliższym dla człowieka zwierzęciem, które było bardzo szanowane.
Ale wracając do komentarza. Muszę go zacytować.
„Anonimowy pisze...
Jeszcze mniejszy sens ma ratowanie/utrzymywanie emerytów/rencistów i tych mniej 'produktywnych' ludzi... Zastanów się nad tym zanim napiszesz podobne bzdury. :)”
by potem dodać
„Odwoływanie się w takiej sytuacji do aspektów emocjonalnych jest oznaką braku dojrzałości. Gdyby owy aspekt pominąć (bo nie jest on aż tak ważny, wbrew pozorom), 'dziadek' okazałby się istotą o takiej samej 'ważności' jak każda inna żyjąca istota (np. wspomniany pies).
Generalnie cały wpis traktuję jako niskiego poziomu prowokację, która nosi wyraźne znamiona przerostu ego całego gatunku 'homo sapiens', który mimo czasów sprzyjających 'oświeceniu' nadal pozostaje w 'tunelu' wąskotorowego myślenia. Jeśli byliśmy na tyle 'yntelygentni' by zwierzęta udomowiać (uzależniać od siebie / wykorzystywać), ponośmy teraz konsekwencje i opiekujmy się nimi - do końca... „
Trzeba być głupcem, żeby coś takiego napisać i jeszcze większym głupcem, żeby w to uwierzyć. Weźmy np. takie zdanie „Gdyby owy aspekt pominąć (bo nie jest on aż tak ważny, wbrew pozorom), 'dziadek' okazałby się istotą o takiej samej 'ważności' jak każda inna żyjąca istota (np. wspomniany pies).” UWAGA! Wszyscy posiadacze psa oraz dziadka. Twój dziadek (według anonimowego... ;] ) jest tak samo ważny jak twój pies!!!
Gdyby Twój dziadek był z psem na spacerze, i potrąciłby ich samochód to kim interesowałby się i komu starałby się pomoc każdy przechodzeń? Aż jestem na siebie w tej chwili zły, że polemizuję z takim stanowiskiem. Inny cytat: „Jeśli byliśmy na tyle 'yntelygentni' by zwierzęta udomowiać (uzależniać od siebie / wykorzystywać), ponośmy teraz konsekwencje i opiekujmy się nimi - do końca...” Rozbijmy to. Człowiek nie udomowił wszystkich zwierząt, wszystkich psów ani wszystkich koni. Druga sprawa, że samo udomowienie pewnych gatunków spowodowało, że przetrwały. Ciekawe ile przetrwałoby w naturze koni, gdybyśmy ich nie udomowili albo krów np... Sam fakt, że udomowiliśmy zwierzęta nie znaczy, że mamy traktować je na równi z ludźmi!
Dla wierzących mogę podać argument z biblii: „Czyńcie sobie ziemię poddaną!” a dla nie wierzących wskazać coś takiego jak łańcuch pokarmowy w którym stoimy najwyżej nie z byle powodu. Trzeba szanować zwierzęta i afirmować je proporcjonalnie do ich istnienia, (stąd zabicie komara jest czym innym niż zabicie przechadzającego się psa).
I o tym należy pamiętać!
Czymś co mnie bardzo irytuje są akcje, w których to zbiera się kasę na karmę dla psów. Ponoć w Polsce jest mnóstwo niedokarmionych dzieci... Jacy my jesteśmy nie ludzcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)